poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział 8



Ubrałam czerwoną sukienkę z długim rękawem , wyciętymi plecami i bardzo małym dekoltem z przodu. Może była trochę krótsza niż wypadałoby dobre wychowanie, ale w ogóle się tym nie przejmowałam.  Dziś byłam patriotką!
Rozpuściłam włosy i zeszłam na dół . Muzyka była  chyba rozkręcona na cały regulator ,a mimo to było słychać wiwaty i głośne śmiechy. Nie codziennie zdobywa się złoty medal mistrzostw świata. Bezalkoholowa feta była nie unikniona.
Kiedy weszłam do pomieszczenia nikt nie zwrócił na mnie uwagi.  Dostrzegłam Ewę tańczącą z Kamilem ,jakiś taniec połamaniec  ,którego kroki nie znali nawet oni. Dalej tańczyło państwo Kot oraz recepcjonistka hotelu z Titusem.  Piotrek , Dawid i Stefan wydziwiali coś ,co po chwile wybuchając śmiechem.  Kawałek dalej na kanapie siedział Maciek i Kuba w mniej pozytywnych nastrojach niż reszta. Byli poważni  i milczący . Coś się kroiło.
Zaryzykowałam i ruszyłam w ich stronę.
- Hej chłopaki. – rzuciłam i usiadłam na wolnym miejscu między nimi. – Nie świętujecie ?
Spojrzeli na mnie dziwnie . Faktycznie sielanka za bardzo uderzyła mi do głowy i zapomniałam pomyśleć zanim usiadłam właśnie w tym miejscu.  Mimo to nadal wydawało mi się to błahe i wyolbrzymione. Przecież tu chodziło o zwykłe, grzeczne świętowanie ,prawda?  
- Założyłam sukienkę , która idealnie nadaje się do tańca. – powiedziałam patrząc najpierw na jednego później na drugiego.
Miałam podejrzenie ,że zaćpałam się tą podniosłą atmosfera. Tyle energii nie czułam nawet zaraz po przebudzeniu!
-Ładna. – stwierdził beznamiętnie Kuba.
Chyba potrzebowali większej i wyraźniejszej aluzji ,żeby zrozumieć…
- Ewa i Kamil świetnie tańczą. – kontynuowałam . Świetnie to na pewno nie było określenie , które pasowało do ich tańca. Dziki taniec radości i wyładowania emocji był bardziej trafny. No ale to był szczegół.
- O ile to taniec. – odezwał się w końcu Maciek.
Zaczynały mnie wkurzać ich ponure miny i nieumiejętność łączenia faktów.
- Nawet Miętus wynalazł jakąś partnerkę! – powiedziałam udając ,że dopiero go zauważyłam .
- On lubi nowe znajomości.- skwitował cicho Kuba.
Moja cierpliwość się skończyła! Przegięli po prostu …
- Chce ,żeby jeden z was zaprosił mnie do tego cholernego tańca , bo nie po to ubrałam tę durną sukienkę ,żeby siedzieć i wpadać z wami w depresje! – wyrzuciłam z siebie zdenerwowana.
Może teraz byłam trochę zbyt bezpośrednia, ale to nie moja wina ,że nie byłam cierpliwa.
- Przecież wiem.- odparł Maciek , jakby to było oczywiste.
- I nic z tym nie zrobicie? – spytałam wkurzona i zdezorientowana zarazem.
- Niech on idzie.- powiedzieli jednocześnie.
Na ułamek sekundy udało mi się wywołać na ich twarzach lekki uśmiech .  No może bardziej to była ich zasługa ,ale nie ważne. Po chwili jednak wrócili do swojej pesymistycznej aury .  Już mówiłam ,ze byli beznadziejni?
- Dobra, nie będę owijać w bawełnę. – powiedziałam zdecydowanie – Co z wami się do cholery dzieje? Gadać!
- Nie mam ochoty na grupową terapie – powiedział Kuba i wstał. -  Jakby ,co jestem u siebie.
I poszedł. Zaniemówiłam.  Na psychologa najwyraźniej się  nie nadawałam.  Zostałam sama na kanapie z Maciejem. Milczeliśmy. Za wszelką cenę chciałam wybrnąć z nie komfortowej sytuacji , jedynym problemem była moja kreatywność ,która nie potrafiła nic sensownego wymyśleć. Dobry człowiek zawsze ma pod górkę.
- Miałaś racje. – zaczął Maciek patrząc wprost na mnie. Bałam się tego spojrzenia ,ale jakoś tak nie potrafiłam odwrócić głowy.  – Role drugoplanowe są moim przeznaczeniem.
Zatkało mnie. Przecież wcale tak o nim nie myślałam! No może tysiące lat temu , kiedy się poznaliśmy powiedziałam mu to ,ale nie miałam pojęcia ,że w to uwierzył , że ciągle pamięta!
Poczułam się głupio. Zaczerwieniłam się lekko.
- Ja wtedy byłam po prostu wkurzona na Kamila i przez przypadek oberwało się też tobie. – próbowałam się wytłumaczyć.
Przez chwile patrzył na mnie i nic nie odpowiadał. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji . Mogłabym pomyśleć ,że został wyprany z emocji , gdyby nie jego smutne i zmęczone oczy. Wyrażały tysiące uczuć . Nie dostrzegłam żadnej pozytywnej .
- Przecież wiesz ,ze miałaś racje .- odezwał się znów .-  Zawsze będę tym drugim . W skokach i w twoim życiu .
Oparł się o kanapę i odwrócił wzrok . Patrzył na tańczących znajomych, na ich radość , szczęście , którego on nie miał nigdy zaznać.
 Zaniemówiłam. Tak! Znów nie miałam pojęcia ,co powinnam powiedzieć . Zaskoczył mnie tym wyznaniem . 
- Nie rozumiem – powiedziałam zgodnie z prawdą .
- Oj, przestań. Dobrze wiem ,że jest coś między tobą ,a moim bratem . – powiedział niemal znudzony .
Spojrzałam się na niego ,jak na wariata.
- Ty myślisz, że kręcę z Kubą ? – zapiszczałam  zszokowana , nie wiedząc czy mam roześmiać się teraz czy poczekać jeszcze chwile. – Powiedzmy ,że kiedy mnie nie denerwuje to go lubię ,ale nic więcej . Skąd ci w ogóle przyszło to do głowy ?
- Wyglądało to trochę inaczej. – skwitował – Najwidoczniej obaj nie mamy szczęścia w tych sprawach.
- To znaczy… – zaczęłam zaskoczona -  ze Kuba coś do mnie ….
Chyba nieumiejętność kojarzenia faktów była zaraźliwa . 
- Naprawdę nie zauważyłaś ? – spytał wyraźnie zdziwiony Maciek. – Boże dziewczyno ty jesteś ślepa jak kret!
- Wypraszam sobie. – powiedziałam urażona.
Maciek przewrócił oczami .
- Dlatego jest taki zdołowany ? –spytałam ciszej .
- Miłość to cierpienie . Nie słyszałaś o tym ? – zadrwił .
Poczułam się paskudnie. Podciągnęłam nogi pod brodę i objęłam nogi rękami.  Maciej najwidoczniej zauważył moją zmianę nastroju bo wyciągnął ręce i pociągnął mnie lekko ,tak ,że moja głowa wylądowała na jego ramieniu . Objął mnie jedną ręka . Zamknęłam oczy wdychając jego zapach .
- Kuba da sobie radę , to silny chłopak . – powiedział wprost w moje włosy. – Masz większy problem na głowie.
- Jaki? – spytałam .
- Wszyscy widzą twoje gacie .- zachichotał cicho .
Wyrzuciłam natychmiast nogi na dół. Naciągnęłam sukienkę ,żeby zrobiła się dłuższa i mimowolnie spojrzałam czy ktoś nie patrzy w moja stronę.
Chyba miałam szczęście. Wszyscy byli zajęci sobą albo przynajmniej dobrze udawali.
- Dzięki. – burknęłam wywołując u niego śmiech.
-Przynajmniej udało mi się cię rozbawić.  - powiedziałam dumna ze swojego osiągnięcia.
- Może jednak chodźmy zatańczyć – powiedział nie zwracając uwagę na to ,co powiedziałam wcześniej.
-Serio ? – spytałam  niepewnie .
Wszyscy by nas widzieli . Gadali , oceniali. Po prostu nasza telenowela trwała by dalej. Czy na pewno teraz potrzebowałam właśnie tego ?
- Boisz się  ? – spytał prowokującym tonem.
Duma. Ona zawsze wpakuje mnie w jakieś problemy.
Wstałam , stanęłam przed nim i wyciągnęłam rękę ,jakbym chciała go poprosić do tańca. Zaśmiał się znów z mojego zachowania. Wstał i podał mi rękę. Nie miałam zamiaru dać mu tej satysfakcji.
To ja zaprowadziłam go na parkiet.  Niech równouprawnienie niech będzie tylko teorią!
Kiedy stanęliśmy obok innych par zaczęła się piosenka *** (nie mogłam się zdecydować na jedna więc wybierzcie sami xD). Przeklinałam w duszy ,ze nie leci coś szybszego . Maciek chwycił mnie w tali , a ja objęłam jego szyje. Później było już tylko gorzej.
 Zatonęłam w jego spojrzeniu bezpowrotnie. Bałam się mrugać ,żeby  nie znikł z mojego życia. Byłam jak pod hipnozą.  Zauważyłam mimowolnie ,że wszyscy się na nas gapią.  Parkiet był tylko nasz. I to wcale nie była przenośnia. Wszyscy rozeszli się , poszli usiąść  albo pogadać kawałek dalej. Mimo to miałam wrażenie ,że ktoś nimi dyryguje. Pierwsza przyszła mi do głowy Ewa ,ale może to była tylko moja wrodzona podejrzliwość?
Tańczyliśmy dalej .  Słowa piosenki trafiały do mnie z aż zbyt dużą intensywnością. Chciałam ,aby taniec trwał ,aby nasz spojrzenia już nigdy się nie rozstawały . O głupiałam na jego punkcie do reszty.
Teraz już wiedziałam to na pewno. Ewa nie spisywała się za bardzo w swoim zadaniu , odseparowania nas. Zaczęła się kolejna piosenka . Jeszcze wolniejsza, jeszcze delikatniejsza, która jeszcze bardziej nas do siebie zbliżała.  Dostrzegłam ,że rodzice Maćka z uśmiechami na twarzach zaczęli tańczyć kawałek dalej . Ewa i Kamil dołączyli po chwili.  „I will love  you „  tak nazywała się ta piosenka.
 Niby skąd mogłam wiedzieć ,czy to była miłość , czy kochałam tego uparciucha i byłam gotowa zrobić dla niego wszystko. Znałam go dopiero parę dni, dokładnie dwa ! Nie wierzę ,że można kogoś pokochać w tak krótkim okresie , zupełnie nie znając jego charakteru, sposoby życia , jego sekretów.  Ale w takim razie ,co to było do cholery?!  Jakaś nowa obsesja , zauroczenie w znanym i przystojnym sportowcu ?
-Dlaczego okłamujesz siebie i mnie ? –spytał miękko  Maciek.
Stanęłam . On stanął też. Trzymałam swoje ręce na jego szyi , patrzyłam mu w oczy ,a mimo to znalazłam w sobie tyle siły ,aby się na niego wkurzyć.
- Nikogo nie okłamuję. – zaprotestowałam  zdecydowanie.
-  I znów to robisz . Każdy na tej Sali może ci powiedzieć ,że powinniśmy być razem. – powiedział bez ogródek .
 Zamrugałam kilkakrotnie mając nadzieje ,że tylko się przesłyszałam . Oprócz tego ,ze zepsuł całą atmosferę to jeszcze był bezczelny!
 - Twoim zdaniem powinnam być z tobą bo inni tego oczekują ode mnie ?- spytałam nie dowierzając w jego słowa. – Wiesz ,co miałam cię za trochę innego.
- Nie nakręcaj się . Nie powiedziałem to ,żeby znów się z tobą pokłócić. – wytłumaczył szybko posyłając mi jeden z najpiękniejszych uśmiechów , na jakie zapewne mógł sobie pozwolić  .
 Może i mogłabym przestać oddychać dla tego uśmiechu ,ale nie zmieniało to faktu  ,że byłam na niego zła.
- To po co ? – żachnęłam się .
Uśmiechnął się do mnie najpierw  przebiegle. Później  chwycił moją brodę i bezczelnie zanurzył swoje idealne usta  w moich. Czułam żar  i jakąś tajemną siłę , którą z każdą sekunda mi przekazywał . Mimo to zdołałam racjonalnie myśleć. Oczywiście nie od razu . Przez parę pierwszych chwil dałam ponieść się słabości. Jednak kiedy już włączyłam myślenie  odsunęłam się od niego gwałtownie i zanim zdążyłam odsunąć od siebie tą myśl   uniosłam dłoń i uderzyłam go prosto w policzek.
Nie był to może jakiś wybitnie mocny ‘liść’,ale nie miałam czasu ,ani siły na większy zamach.
Uśmiech  znikł z jego twarzy .  Przejechał palcem po gorącym od uderzenia policzku i spojrzał na mnie  wyzywająco. Wiedziałam ,że mnie nie uderzy ,ale zaciśnięta pięść nie byłą raczej znakiem pokoju.
- Jesteś kreatywna  - przyznał ironicznie – Teraz zamiast biegać i uciekać przede mną nauczyłaś się bić.
- To ty zrozum w końcu ,że nie rozwiążesz wszystko zatkaniem mi ust ! – wykrzyknęłam rozemocjonowana .- To ,że potrafisz dobrze całować nie oznacza ,że zrobię dla ciebie wszystko . Nie porzucę swoich przekonań i marzeń ! I dlaczego to niby ty masz decydować zawsze ,kiedy mamy si e całować  ?
Popatrzył na mnie jak na wariatkę , którą po części byłam.
- Czy ty się słyszysz? – spytaj nie wiedząc czy ma się wściekać czy śmiać. – Bo przestałem rozumieć ,co do mnie mówisz.  Nie podoba ci się to ,że nie wyraziłaś wcześniej zgody , czy to ,że gdy ty masz ochotę mnie pocałować to tego nie robisz ,a ja tak ?  Bo naprawdę nie mogę cię zrozumieć.
- No właśnie skoro już teraz  mnie nie rozumiesz to ,co będzie później ! –krzyknęłam próbując od wrócić rozmowę na tor , który nie będzie mnie tak żenował . No i przede wszystkim , taki ,który nie będzie odkrywał wszystkich moich kart. Tajemniczość to jedyna bezpieczna domena , która dopóki trwa z wszystkiego można się jeszcze wycofać . Gdy zniknie jest już o wiele trudniej .
- Jeśli chodzi o mnie to całuj mnie ,kiedy chcesz nie potrzebujesz na to zgody. – zażartował .
Poczerwieniałam lekko , nie wiem czy z ze wstydu  czy ze złości.
- A odczep ty się w końcu od moich ust! – krzyknęłam wkurzona i zniecierpliwiona.
Usłyszałam śmiechy paru chłopaków  . Zmroziłam ich spojrzeniem. Umilkli błyskawicznie. Chociaż jakiś sukces w trakcie trwania tego długiego i skomplikowanego dnia.
- Ty zaczęłaś. – bronił się odruchowo posyłając mi wyzywający uśmiech.
Zdecydowanie dowiedział się za dużo dzisiaj ode mnie , a znając jego rozumowanie , to jeszcze więcej  sobie dopowiedział .
- To ,że spałam z tobą , dwa razy całowaliśmy się , mieszkamy w jednym hotelu i być może coś do siebie czujemy nie oznacza ,że będę z tobą . Rozumiesz ?! – syknęłam ciszej .
 Choć doskonale zdawałam sobie sprawę ,że pobliskie osoby wszystko słyszały .
- Czy ty właśnie powiedziałaś ,że coś do mnie czujesz ? – spytał krzyżując ręce na piersiach i patrząc na mnie  z wyższością .  Wygrał tą bitwę . Wyciągnął  to ze mnie ,zanim zdążyłam zdać sobie z tego sprawę. I pewnie stąd na mojej twarzy pojawiła się tak durna mina. Mimo to wojna była moja. Cel :odwrócić tego przysłowiowego kota ogonem. No może w tym przypadku brzmiało to dość nie taktownie .
- Być może! – wyróżniłam dosadnie te dwa słowa , które najwyraźniej musiał przeoczyć .
- No dobra ty być może coś do mnie masz ,a skąd pewność ,że ja do ciebie? –powiedział prowokująco.
Zatkało mnie. Jakim cudem jeden chłopak potrafił tyle razy pozbawić mnie słów ? Jakim cudem potrafił tyle razy mnie zadziwić ?!
 Nagle mnie olśniło. Posłałam mu bardzo podobny uśmiech do tego ,co on obdarzył mnie parę chwil temu i … pocałowałam go.
Stanęłam na palcach i niczym pijawka zatopiłam się w jego ustach . Trzeba przyznać miał lepszy refleks ode mnie.  Odwzajemnił pocałunek z dzikim entuzjazmem. Niemal słyszałam jego śmiech w swoich uszach .  Nie wiedziałam ,dlaczego tak bardzo cieszy się ze swojej porażki .
A może jednak to nie on przegrał ?
Oderwałam się od niego i posłałam mu triumfalny uśmiech.
- Stąd. – powiedziałam pewnie.
 Wzruszył ramionami , puścił mi oczko  i wyszedł z sali pozostawiają mnie w osłupieniu . Cholerny dupek znów wygrał!
**

Co raz bliżej końca Mistrzostw. Co raz bliżej końca opowiadania. Potrzebuję Waszych opinii.
Pozdrawiam ;)

niedziela, 31 marca 2013

Rozdział 7




- Ej ty szwagier! – zawołałam waląc do drzwi . Wolałam nie otwierać drzwi nie swojego pokoju bez znacznego uprzedzenia. Burzliwe wydarzenia dzisiejszego dnia mnie tego nauczyły.
Drzwi się otwarł ,a raczej otworzył je Maciej. Spojrzałam na niego na chwile zapominając o tym , co miałam powiedzieć , ba na moment zapomniałam nawet jak mam na imię.
- Je.. jest Kuba ? – spytałam cicho. Zaskoczony otworzył szerzej drzwi i gestem dłoni zaprosił mnie do środka.
 No to weszłam.
W pokoju panował chaos  ,a całości dopełniała obecność wszystkich kadrowiczów z wyjątkiem Kamila, który zapewne szlajał się gdzieś z moją siostrą.
- Czy ty mnie nazwałaś szwagrem ? – powiedział rozbawiony  Kuba.
- Nie łap mnie za słówka. – wystawiłam mu język.
- Po prostu wole zostać uprzedzony  zawczasu, a nie po fakcie dowiedzieć się o potajemnym ślubie. – żartował w najlepsze dalej.
Podeszłam i walnęłam go łeb.
- Jeszcze słowo i .. – zaczęłam grozić mu .
- Tak, tak nie odezwiesz się do mnie. Słyszałem już to dzisiaj . – mrugnął do mnie  i znów się zaśmiał.
- Ja tu przynoszę ci takie nowiny ,a ty ze mnie drwisz? – powiedziałam udając żal.
- Jakie nowiny ? –wtrącił się do rozmowy lekko podirytowany Maciek.
Zamilkłam. 
 Stał za mną. Niemal czułam jego oddech na  sobie. Mimo to wzięłam się w garść i kontynuowałam.
- Podobno jakiś Włoch został kontuzjowany i nie będzie mógł wystąpić jako przedskoczek.- zaczęłam opowiadać patrząc na Kubę. – No i Kruczek dostał propozycję wystawienia dodatkowego przedskoczka oprócz Krzysztofa i Stefana.
Kuba patrzył na mnie uważnie. Był zamyślony, jak nigdy . Jego mózg nagle zaczął działać w zwolnionym tempie ,czy co ?
- I tu pojawiasz się ty i twoje zadanie!—krzyknęłam oświecając go .
Zobaczyłam ,jak jego twarz stosunkowo się zmienia. Oczy zaczynają lśnić ,a na twarzy pojawia się dziki uśmiech. Teraz zrozumiałam,  że tak właśnie wygląda człowiek , który robi to ,co kocha. Miałam nadziej ,że też kiedyś poczuje to ,co teraz przeżywał Kuba.
-Jesteś wspaniała! – wrzasnął i wręcz rzucił się na mnie. Zdezorientowana nie zdążyłam zareagować. Straciłam równowagę i wpadłam wprost na Maćka, który na szczęście miał tyle refleksu ,że przytrzymał nas ,a raczej mnie przed nie przyjemnym upadkiem .
-Kuba puść mnie ! – wrzasnęłam  zdegustowana zaistniałą sytuacją.  Kuba odsunął się ode mnie, a w tym samym czasie Maciek pomógł mi odzyskać „pion”.
Skinęłam mu głową w podzięce .
- Masz iść do trenera ,jeśli się zgadzasz oczywiście. – tym razem to ja mrugnęłam do niego i wyszłam .
**
Widziałam, jak z niewyobrażalną siłą wybija się z progu, jak zmieni się w ptaka i frunie wysoko nad skocznią. Ściskałam kciuki nie przejmując się tym , czy ktoś to widzi ,czy nie. Po pierwszej serii zajmował dobrą pozycję do ataku ,jak skomentował jego ojciec. Był 12. Miał szanse na wskoczenie do 10 albo nawet wyżej.  Potrzebny był tylko albo aż jeden naprawdę dobry skok.
Zobaczyłam czerwona linię oznaczającą punkt konstrukcyjny ,do którego niebezpiecznie zaczął się zbliżać i ścisnęłam kciuki mocniej. Było już za późno. Wylądował trochę wcześniej niż by wypadało , niż od niego wymagano ,a przede wszystkim  niż tego oczekiwał. Wykonał wściekły gest rękami, jakby chciał ukarać powietrze za zbyt wczesne lądowanie.  Odpiął narty i odszedł. Jak na razie był 6 , dobra lokata , którą pragnął zapewne uzyskać znikła .  Czasem tak bywa ,że niespodziewanie powiew wiatru zmienia całe nasze plany , cały pomysł na życie.  Maćka życie ten skok nie zmieni , ale na pewno też nie ułatwi.
Wstałam i już chciałam pójść w jego stronę , kiedy odezwała się pani Kot .
- Teraz lepiej go zostawić .
Spojrzałam na nią zdziwiona . Skąd wiedziała ,gdzie chcę iść ?
-Ale ja… -zaczęłam próbując się wytłumaczyć.
- Daj mu trochę czasu na to ,żeby ochłonął , jeśli nie chce kolejnej kłótni. – poradziła uśmiechając się do mnie krzepiąco.
- To prawda . – poparła ją Ewa.
Otwarłam buzie ,żeby coś powiedzieć , po czym zamknęłam ją i usiadłam z powrotem.  Raz w życiu chciałam być bezinteresownie miła ,ale nie to nie.
**
Szaleństwo nawet mi się udzieliło. Ściskałam Ewę i śmiałam się radośnie. Kamil wygrał. Pierwszy raz w życiu byłam z niego dumna. Nie chodziło tylko o to ,że go znałam. Poczułam się dumną Polką. Ta świadomość , że skoro jemu się udało to dlaczego nie mnie. Trzeba przyznać dodawało to skrzydeł. Najwidoczniej nie tylko ja to przeżywałam , tysiące kibiców wykrzykiwało jego imię , śpiewało fragmenty hymnu , wylewało łzy szczęścia. Kamil stał się bohaterem tej małej społeczności , która zapewne miała swój fundament w Polsce przed telewizorami , komputerami czy radiem.  Poczułam więź z tymi ludźmi , sama nie rozumiałam dlaczego i jakim cudem , ale byłam pewna ,że czułam to samo ,co oni.  Magiczne Val di fiemme rzuciło na mnie jakiś czar! Innego wytłumaczenia nie było!

**
Krótkie bo uświadomiłam sobie ,że zostało mi tylko 11 stron tego opowiadania na Wordzie. Później koniec... albo część druga . Na razie sądzę ,że koniec bo nie mam głębszego pomysłu na kontynuacje ;p
Za szybko dodaje ,ale nie mogłam się powstrzymać xD
Liczę na Wasze opinie.

sobota, 30 marca 2013

Rozdział 6

Kolejny dzień. Kolejne sportowe emocje.  Przyznam szczerze ,że obudziłam się dzisiaj w zupełnie innym humorze niż wczoraj. Głównie  za sprawą mojej rozmowy z Ewą i jej optymizmu. Od samego rana rozśmieszała mnie , przyniosła mi śniadanie do łózka i nie odstępowała nawet na krok.  Dopiero koło 11  spytała się mnie ,czy chciałabym pojechać z nią ,kadrą i zapewne z rodziną Maćka na kwalifikacje. Wahałam się . Ale byłam tak bardzo wdzięczna jej za dbanie o mnie, że uległam.  I tak się stało ,że siedzę teraz w mini autokarze. Na samym końcu z moją siostrą ,a koło nas siedzi Kamil. Sytuacja nie idealna ,ale wbrew wszystkiemu znośna. Cieszyłam się ,że Bóg wymyślił ,coś takiego ,jak drzwi z przodu i drzwi z tył. Dzięki temu niesamowitemu wynalazkowi nie musiałam przechodzić koło Maćka . Mogłam usiąść jak najdalej i nie stykać się z nim nawet spojrzeniem.  Miałam wrażenie jakby wszyscy w autokarze wiedzieli ,że coś między nami było. Czułam skrępowaną ciszę ,kiedy z Ewą przyszłyśmy  w wyznaczone miejsce ,gdzie miała odbyć się zbiórka.  Chciało mi się śmieć , ale powstrzymałam się. Maciek  był tak szczelnie otoczony przez rodzinę i kolegów, że ledwo mogłam go dostrzec.  Trochę to wyglądało , jakby wszyscy bali  się ,że zaraz rzucimy się na siebie .  Byłam ciekawa czy bardziej bali się krwawej kłótni czy soczystej sceny jak z filmów love story.  
Kiedy dojechaliśmy ujrzałam olbrzymi obiekt i pełno samobójców , którzy tak z nudów i potrzeby ciągłej adrenaliny postanowili z niego skakać. Albo mi się zdawało albo moje oczy stawały się nienaturalnie duże ,kiedy przyglądałam się skoczniom.  
Byłam bardzo ciekawa w jaki sposób rozpoczęła się ich przygoda ze skokami.  Wyobrażałam sobie jak jeden z nich w wieku 10 albo 11 lat przychodził do rodziców i mówił :Mamo ja chce skakać , mogę ? Patrząc na liczną grupę skoczków z całego świata znaczna ilość rodziców musiała się zgodzić. Może tu leżał problem ! Może to ich rodzice mieli nie po kolei w głowie!  Chyba byłam zbyt dużym ignorantem żeby to zrozumieć.
Poczekałam ,aż Ewa namiętnie pożegna się ze swoim mężem ,a później poszłyśmy razem na trybuny. Przez długi czas siedziałyśmy z tył razem ,ale kiedy Polacy zaczęli skakać  w Ewę wstąpił duch patriotyzmu i postanowiła uwiecznić ich poczynania przy pomocy swojego aparatu fotograficznego.
Wiec pozostałam sama. Zakichana patriotka!
Postanowiłam się przejść. Ludzi nie było, aż tak wielu więc dało się spokojnie spacerować.  Aż do czasu…
- Widzę, że szwagierce się nudzi .-  usłyszałam za sobą głos. Nie musiałam się odwracać ,żeby dowiedzieć się do kogo należał. Tylko jeden człowiek  kiedykolwiek nazwał mnie szwagierką. Miałam ochotę walnąć go za to.
- Samobójców dużo na tym świecie . Żadna nowość . – zadrwiłam . Nie zatrzymałam się , ba nawet nie odwróciłam się do niego po prostu szłam dalej swoim wcześniejszym tempem. Wiedziałam, że i tak pójdzie za mną.
- Oryginalna teoria. – pochwalił śmiejąc się. – Wiedziałem ,że musisz być inna skoro mój brat wziął się za dziewczyny.
Stanęłam. Posłałam mu wściekłe spojrzenie i ruszyłam dalej. Zabrakło mi komentarza  ,który by go przymknął. Chyba nikt nie jest w stanie wyobrazić obie ,jak bardzo nie byłam z siebie wtedy dumna…
- Twój braciszek masz ,aż tak długi język ,że musi ci mówić o wszystkim? – zapytałam naburmuszona.
- Wydusić coś z Maćka , co jest związane z jego burzliwym życiem uczuciowym to niewykonalne zadanie- odparł Kuba.
Miałam wrażenie ,że słowo burzliwe brzmiało jak sarkazm ,ale pewności nie miałam.
 - Nie chce mi się gadać o twoim drogim braciszku więc  zmień temat albo spadaj. – skwitowałam nie miło.
Oparłam się o barierkę i chcąc nie chcąc przyglądałam się, jak kolejni skoczkowie lądują na zmarzniętym śniegu.
- Ale jesteś nie miła. – poskarżył się i oparł się o barierkę obok mnie. – Widzę ,że trafiła kosa na kamień.
- Jeszcze słowo ,a nie będę się do ciebie odzywać – zagroziłam.
- No dobra już dobra. – odparł zrezygnowany.
Milczeliśmy.
- Jakiś nie znany mi polski skoczek będzie teraz skakać, słyszałem ,że ma świetnego brata , który gdzieś tu jest z jakąś terrorystką. – powiedział rozbawiony Kuba przyglądając się intensywnie skoku brata.
Mimowolnie zaśmiałam się. Nie potrafiłam tego powstrzymać. W końcu jestem tylko człowiekiem…
 Odwróciłam się tyłem do barierki i skoczni i zaciskając oczy czekałam. Po paru sekundach spytałam :
-Wylądował?
Kuba obserwował moje poczynania z nie małym zaskoczeniem.  Wreszcie klasnął w ręce i  powiedział:
- Skubany postawił sobie za cel przeskoczyć rekord . 133 m!  Jest pierwszy jak na razie! – zdał relacje podekscytowany Kuba .- I tak  wylądował.
Wypuściłam dyskretnie powietrze . Kiedyś zwariuje przez te jego skoki! Powinien mieć na plecach tabliczkę z napisem „Każda kłótnia lub nieporozumienie ze mną grozi moją śmiercią , która będzie tylko i wyłącznie twoją winą ! Uważaj co mówisz i robisz!”
Odwróciłam się i  kontynuowałam „oglądanie”.
- Dziwne- zaczął Kuba- Nie chcesz o nim gadać ,a przejmujesz się jego skokiem .
Spojrzał się na mnie z  pewnym siebie wyrazem twarzy.
- O Kamil już skacze .– zmieniłam temat- Mój PRAWDZYW szwagier.
Tym razem to on się zaśmiał..
- A co to ,ja jestem postacią science fiction ?- udał oburzenie .
Przewróciłam oczami.
- Chodź , zaraz będą pewnie się zbierać do odjazdu. – rzuciłam tylko i ruszyłam w kierunku szatni polskich skoczków ,gdzie byliśmy umówieni na zbiórkę.
Kuba dogonił mnie i szliśmy razem nie odzywając się do siebie już więcej.
-Tu jesteś uciekinierko – zawołała Ewa i podbiegła do nas. – A ja cię szukam po całych trybunach.
- Ty mnie opuściłaś to znalazłam sobie inne towarzystwo. – powiedziałam i wystawiłam jej język.
-Ewa musze się poskarżyć na tę pannę. – zaczął udając poważny ton Kuba – Twoja siostra  jest nie miła wobec mojej skromnej  osoby. Woli Kamila mieć w rodzinie niż mnie!
 Walnęłam się załamana w czoło. Rozbrajał mnie.
- To coś nowego – zaśmiała się Ewa – Musze powiedzieć Kamilowi ,że postanowiła uznać go jako członka rodziny po długich 3 latach dręczenia i poniżania .
Zignorowałam ich śmiechy, przyspieszyłam  i weszłam do szatni skoczków.
Nie zdążyłam zamknąć drzwi  bo to co zauważyłam  rozbiło mnie zupełnie.
W niewielkiej szatni  znajdowało się czterech chłopaków   Niby normalne, prawda? Nic bardziej mylnego…
Pierwszy  rzucił mi się w oczy na moje nieszczęście  Maciej. Patrzył na mnie zaskoczony i trzymał w ręku swój kombinezon. Jednak nie to wywołało u mnie palpitacje serca. Jedyną cześć garderoby jaką posiadał na sobie  były to granatowe bokserki w białe paski. Jego tors, ręce nogi, plecy wszystko było gołe! 
Kawałek dalej od niego stał Kamil  z w połowie ściągniętym kombinezonem odsłaniając gołą klatę. Chcąc nie chcąc musiałam przyznać ,że moja siostra nie miała aż tak złego gustu. 
Po przeciwnej stronie od nich stał zakładający buty Dawid i Piotrek ,które właśnie zamierzał zanurzyć jedną nogę w nogawce spodni.
 Zrobiłam się czerwona na twarzy  do tego stopnia, że przestraszyłam się ,że zostanie mi tak na zawsze. Prawdopodobnie zrobiłam najgłupszą minę świata i skacząc spojrzeniem od jednego do drugiego  nie potrafiłam poruszyć się nawet o milimetr .
- Ola , mogłabyś zamknąć drzwi ? - spytał zdezorientowany Kamil.
Próbowałam myśleć , próbowałam słuchać rozsądku. Ale kurde nie potrafiłam!
Nie wiem dlaczego to zrobiłam ,ale zamknęłam drzwi . Naprawdę wtedy nie rozumiałam swojego błędu . Byłam w jakimś szoku po upadkowym czy cos w tym stylu. Drzwi były zamknięte , ja odwrócona do nich plecami, a twarzą do drzwi . No właśnie, dopiero po paru sekundach , kiedy usłyszałam  za sobą salwę śmiechu zdałam sobie sprawę ,ze nadal jestem w środku . Odwróciłam się na ułamek sekundy sprawdzając czy oni nadal tam są. Zaklęłam głośna.  Zakryłam oczy rękami i niezdarnie wybiegłam z szatni nie zamykając drzwi. Bałam się, że znów zamiast wyjść okaże się ,że jestem w środku.
Dopiero  ,kiedy poczułam  zimny powiem powietrza oprzytomniałam i zdałam sobie sprawę z własnej głupoty.  Stanęłam tuż obok Ewy i Kuby i uderzając się pięścią w czoło. Załamywałam się  nad własną głupotą.
- Co z tobą? – zapytał  Kuba.
- Jestem beznadziejna ! – zawołałam nadal uderzając się w głowę ręką mając nadzieję ,że to pomorze mojemu mózgowi zacząć prawidłowo funkcjonować .
- Po co poszłaś do środka ? – zapytała zaskoczona Ewa.
- Cicho ! -  zapiszczałam słysząc ,że drzwi się otwierałam.  Usłyszałam śmiechy i już wiedziałam ,że to jedyna i nie powtarzalna polska kadra skoczków narciarskich szła w naszym kierunku.
Poczułam ,że znów robię się czerwona. Miałam nowy cel ! Unikanie spojrzeń nie jednego skoczka ,a czterech!
- Hej – przywitał się Kamil . Wkurzał mnie jego dobry humor ,tym bardziej ,że zapewne przyczyniłam się do tego .
Ewa pomachała mu radości i przesłał niewidzialnego całusa. Wywróciłam oczami odruchowo.
- To niesprawiedliwe ,wiesz? – zaczął Dawid zwracając się do mnie.   Spojrzałam na niego  - Widziałaś nas prawie nago ,a my ciebie nie .
Zaśmiał się   przez co zmroziłam go wzrokiem.
- Jeśli chodzi o ciebie to widziałam tylko twoje skarpetki zanim ubrałeś buty! – odgryzłam się .
- Czyżbym wyczuł ,że jesteś zawiedziona ? – śmiał się Piotrek.
Wypuściłam ze świstem powietrze załamana.
- Nie weszłam do waszej szatni specjalnie. Nie jestem  zboczeńcem czyhającym na wasze gołe zady! – zaprotestowałam wprawiając moich towarzyszy w jeszcze większy śmiech.
Skrzyżowałam ręce na piersiach .
 -A jakie gadki ma dzisiaj Maciek ?- spytał niespodziewanie Piotrek .
-Nieb… Nie obchodzi mnie to! –krzyknęłam zmieszana .  Miałam ochotę zapaść się pod ziemię . Najgorsze ,że doskonale zapamiętałam te jego nieszczęsne bokserki! Naprawdę byłam beznadziejna…
Wszyscy się śmiali , nawet Maciek. Najwidoczniej  dziś robiłam za błazna albo poprawiacza humoru , o ile to nie to samo.
- Dajcie jej już spokój. – stanęła w mojej obronie Ewa próbując ukryć rozbawienie.-    Wystarczająco dużo przeżyła.
- Nie zareagujesz na to, że twoja siostra podgląduje twojego męża ? – zaczepił ciągnąc temat Dawid.
- Olka , napalasz się na mojego męża ?! – udała oburzoną Ewa . Sytuacja może i mogła być zabawna ,ale dlaczego musiałam odgrywać w niej pierwsze skrzypce ?!
- Ciągle to robię , dopiero teraz to zauważyłaś droga siostro ? – powiedziałam sarkastycznie. - Zostawię wspomnienie jego gołego torsu na zawsze w swojej pamięci.
Zaśmiałam się mimowolnie . Ewa udała obrażoną i spojrzała się pełna wyrzutów na Kamila. Pozostali pękali ze śmiechu.
- To się stało dziwne . – skomentował Kamil zdezorientowany.
- Widzę ,że wesoło u was – powiedział trener Kruczek podchodząc do nas . – Wszyscy siedzą już w autokarze więc może przyłączycie się do nas ?
No i ruszyliśmy . Ewa ciągle grała swoją rolę  zazdrosnej zony , a Kamil próbował ją udobruchać. No więc byłam zmuszona iść w towarzystwie pozostałych kadrowiczów. Obok mnie szedł Kuba  ,a koło niego Dawid. Tuż za nami szli Maciek i Piotrek. Nie mogłam pozbyć się wrażeniu ,ze czyjeś spojrzenie kontroluje każdy mój ruch. Nie chodzi o to, że mnie to krępowało . Bardziej chodziło o ograniczenie wolności . Czułam się uwięziona w jego ciemnych , olśniewających tęczówkach.
**
Z okazji świat oprócz najserdeczniejszych życzeń przygotowałam dla Was ten nie za długi rozdział xD
Dzisiaj zrozumiałam ,że sezon się naprawdę skończył i nie ma co przeżywać . Od sierpnia rozpoczynamy od nowa więc przeżyjemy! Chłopaki muszą odpocząć , bo jak rozbaczyłam dzisiaj w tv wywiad z Piotrkiem zdałam sobie sprawę ,że nawet  lub przede wszystkim on ma już dość. Proszę o komentarze , oczywiście szczere komentarze ;)
Jakościowo może i nie najlepszy ,ale fajnie się go pisało i nawet wyobraźnia zaczęła mnie odrobinę ponosić xD
Pozdrawiam i jeszcze raz  Wesołego Alleluja ;)
PS. I śniegu po pachy !;p
PS1. Przepraszam za zmianę charakteru Dawida ale nie miałam wyjścia xD

czwartek, 28 marca 2013

Rozdział 5


Leżałam na łóżku tuż obok mnie leżała Ewa.  Czułam się jakbym znów była dzieckiem.  Niczym nieświadomą istotą o wielkich marzeniach i nie zachwianej wierze, że cały świat kręci się wokół mnie i mojego otoczenia. Szukałam w sobie tego dziecinnego pierwiastka , którego na moje szczęście nie zdążyłam się jeszcze pozbyć. Dorosłość zaczynała mnie przerastać. Chciałam się jej wyzbyć , cofnąć licznik , ułożyć idealną układankę i pozostawić ją nietkniętą na zawsze. Nie potrzebne mi były zmiany, bałam się ich .Rzadko, kiedy któraś oznaczała coś dobrego. Każda zmiana oznaczała zgodę na jakieś ustępstwo, na kolejną utratę własnej tożsamości, dlatego tak bardzo ich nienawidziłam.
- Dlaczego wszystko nie może być tak proste, jak dawniej? Dlaczego nie możemy sami decydować o tym , czy chcemy, aby coś w naszym życiu się zmieniło. Dlaczego świat musi nas zmuszać do życia według szablonu? –pytałam ,choć nie oczekiwałam odpowiedzi. To nie były pytania retoryczne . Odpowiedzi istniały, ale odpowiedź była wszystkim znana ,więc nie warta była fatyga.
- Olka , jak tak sobie myślę ,że jeśli bardzo chcesz to mogę z tobą wrócić do domu. Pomieszkam z wami do powrotu Kamila .- odparła Ewa przyglądając mi się uważnie. Znała mnie doskonale wiedziała ,że coś jest nie tak.
- Nie wiem. –powiedziałam zgodnie z prawdą. Nie miałam pojęcia, czy wolałam tu zostać czy uciec . Żadna z możliwych opcji nie była idealna.
- Jak tylko zdecydujesz , daj mi znać . Spakujemy manatki i wrócimy. – powiedziała i uśmiechnęła się do mnie krzepiąco.- To w końcu miał być nasz wypad .
Nastała cisza.  Moje myśli krążyły wokół wysokiego bruneta, który jeszcze bardziej namieszał w moim życiu. Znałam go tak krótko ,a już każda z moich myśli związana była z nim. Zastanawiałam się czy, moją ucieczką zakończyłam naszą dziwną znajomość , czy jeszcze kiedykolwiek spojrzę w te ciemne oczy i zobaczy  w nich tą desperacką potrzebę bliskości.  Nie mogłam przecież zaprzeczać, że nic się nie stało. Nie mogłam też postawić wszystko na jedną kartę i wierzyć tylko w tą jedną rzecz. W tym momencie nie było mnie na to stać.
- Co się stało między tobą a Maćkiem ? –wypaliła prosto z mostu Ewa. Podparła się na łokciach i spojrzała prosto w moje oczy.  Oczekiwała szczerości, której nie mogłam jej dać.
Wzruszyłam ramionami. Odwróciłam wzrok. Trudniejszego pytania nie mogłam otrzymać . Moja siostra jako żona sportowca powinna wiedzieć ,że przed zawodami najważniejsza jest rozgrzewka. Teoria z szybkim wyciągnięciem drzazgi dla zmniejszenia bólu albo gwałtownym odklejeniem plastra była mitem.  Przynajmniej dla mnie.
- Przecież nie jestem ślepa !- oburzyła się . Nie miała zamiaru poddać się.
- Pocałował mnie.- wypaliłam siadając na łóżku i pochylając się do przodu.
- Naprawdę? – ucieszyła się Ewa .- To wspaniale!
Kiedy zauważyła ,że nie podzielam jej entuzjazmu dodała.
-Prawda Oluś, że wspaniale?
- Pamiętasz Szymona? –spytałam i odwróciłam się do niej. Kiedy kiwnęła głową kontynuowałam – Spotykaliśmy się przez całe gimnazjum. Jego rodzice bywali u nas na obiadach ,a my u nich. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę . Nie wyobrażałam sobie ,że może go kiedyś zabraknąć w mojej układance, aż do czasu…
- Kiedy z tobą zerwał . Pamiętam ,jak musiałam uspokajać ojca przez parę godzin przez telefon bo chciał iść do Szymona i go zbić. – przerwała mi Ewa .
- To ja z nim zerwałam.- wyrzuciłam z siebie.
- Co? – spytała zaskoczona Ewa.
- Zaczęło się robić zbyt poważnie. Szymon ciągle gadał o zaręczynach w moje 18 urodziny , wspólnym mieszkaniu ,kiedy wyjedziemy na studia i rzeczach , o których jeszcze nigdy nie zdążyłam wcześniej pomyśleć. Planował moją przyszłość, kiedy mnie przerażała każda nawet najmniejsza zmiana. Przerosło mnie to. Zerwałam z nim ,powiedziałam wam ,że to on zakończył nas związek ,żeby nie musieć odpowiadać na nie wygodne pytania.
-  Zawsze byłam pewna ,ze byłaś z nim szczęśliwa, że coś do niego czujesz. – powiedziała nadal zaskoczona  moim wyznaniem. Na jej twarzy nie było już uśmiechu , była zamyślona ,a może nawet trochę oburzona.
- Lubiłam go nic więcej. Prawda była ,ze chciałam mieć chłopaka tylko dlatego ,że ty go miałaś . – wyznałam ściszonym głosem. Nie chciałam ,żeby ktokolwiek nas usłyszał. Nie było czym się chwalić.
- Ola, zwodziłaś go 3 lata? – spytała z niedowierzaniem Ewa . Analizowała w głowie coś , szukała szufladki ze wspomnieniami ,z tego okresu.  I w końcu znalazła.- Zerwałaś z nim parę dni po moim i Kamila ślubie!
- Tej jednej rzeczy nawet dla rodzonej siostry nie mogłam zrobić. Na weselu przestraszyłam się wizji  stanięcia przed ołtarzem z Szymonem.
- Kiedy niby oczekiwałam od ciebie zwodzenia Szymona czy wychodzenia za niego ?!- podniosła głos na znak podenerwowania.
- Zrozum ,kiedy się wyprowadziłaś bałam się, że nie będziemy miały już ze sobą nic wspólnego . Wymyśliłam wtedy ,że skoro ty masz chłopaka to ja też będę mieć . To miało nas na nowo zbliżyć do siebie, – dokończyłam kulawo.
Ewa kręciła głową zdezorientowana. Była w szoku. Podniosła się i usiada tuż obok mnie  . Wyciągnęła ręce i przytuliła mnie.
- Nie zależnie ,co będzie się zmieniać w naszym , w moim lub w twoim życiu ja i tak pozostanę twoją siostrą. Zawsze będziesz należeć do najważniejszych osób w moim życiu .
Czułam ,że ta rozmowa coś między nami zmieni. Już prawie wszystkie karty leżały odkryte , przez to nasza siostrzana przyjaźń mogła stać się jedynie silniejsza.
- Boisz się bardziej ,że zranisz Maćka czy przerasta cię świadomość ,że możesz naprawdę coś do niego czuć ? –spytała ostrożnie Ewa lustrując moją reakcję.
Nie miałam pojęcia ,co mam jej odpowiedzieć. W pewnym sensie trafiła w sedno. Maciek wzbudzał we mnie tysiące emocji , o których istnienia nie miałam wcześniej pojęcia. Prawdopodobnie mógłby być ideałem chłopaka ,przystojny, inteligentny z pasją . Problem leżał we mnie . Nigdy tak naprawdę nie wierzyłam w księcia z bajki czy rycerza na białym koniu . Zawsze najważniejsza byłam ja i mój maleńki świat ,który chciałam samodzielnie zbudować. Cegiełka po cegiełce ,aby spełnić każdy swój cel w życiu, aby nie żałować ani chwili. Relacje damsko –męskie i jej konsekwencje uważałam raczej powiązane bardziej z przyszłością ,a nie teraźniejszością. Wiedziałam ,że jeśli pewnego dnia w moim życiu pojawi się miłość to zaakceptuję to i będę wiedziała ,że to właśnie ta chwila ,aby dołożyć kolejną cegiełkę . Teraz wiem ,że to były tylko dziecinne mrzonki…
-To i to .- wyrzuciłam z siebie odwracając wzrok.
Zapadła cisza. Długa i ciężka jak tysiące kłamstw ,cisza.
- Po tym wszystkim, co ci powiedziałam mogę mieć do ciebie jedną prośbę ? –spytałam  drżącym głosem.
- Oczywiście – zapewniła mnie uśmiechając się do mnie krzepiąco.
- Nie pozwól , abym jeszcze kiedykolwiek została sam na sam z Maćkiem. Proszę. – odparłam powstrzymując napływające do oczu łzy. Nie usłyszałam odpowiedzi Ewy. Uznałam ,że cisza to potwierdzenie ,a może po prostu byłam za głęboko w swoich rozmyślaniach ,aby jakikolwiek głos mógł się przedostać do mojej głowy.


**
Wiem, wiem. Krótko;p To taki przerywnik w akcjixD Akcja to trochę dużo powiedziane,ale co tam ;p
Kolejna część będzie dłuższa i myśle ,że zabawniejsza ;p
Dziękuję za komentarze i proszę o kolejne !xD
Zastanawiam się już nawet nad drugą cześcią tego opowiadania,ale to odległa przyszlosc ;p

środa, 27 marca 2013

Rozdział 4



Usiadłam na swoim łóżku. Podkurczyłam kolana pod brodę. Wszystko szło nie tak, jak powinno. Czas mijał, a ja zamiast spędzać pierwszy siostrzany pobyt na MŚ robiłam wszystko na opak. To wszystko przez  tą cała maciejową  historię!
 Wstałam.
Kiedy zeszłam na śniadanie wszyscy już tam byli. Oczywiście nie obyło się bez docinków  ze strony chłopaków . Nawet sama Ewa patrzyła na mnie ,jakbym spadła z księżyca. Nigdy nie czułam się w jej obecności tak nieswojo. Nie miałam najmniejszej ochoty tłumaczyć się z czegoś , czego nawet nie potrafiłam wytłumaczyć, a co dopiero nazwać. Moja starsza siostra najwyraźniej poczuła się oszukana i postanowiła traktować mnie z dystansem. Jeden jedyny plus tej sytuacji był taki ,że Maciek siedział na drugim końcu stołówki i nie miałam szans na jakiekolwiek nawiązanie z nim kontaktu.
Podczas tego posiłku naprawdę dałabym wszystko, aby móc wrócić do domu . Jednak na taką słabość mogłam pozwolić sobie jedynie w myślach.  Nie starczało mi odwagi, aby się poddać . Cholerna duma zawsze wszystko komplikowała!
Wstałam od stołu i bez słowa wyszłam . Założyłam trampki , zabrałam mp3 i postanowiłam ,że tylko ruch w tym momencie pozwoli mi nabrać siły.
Gdy tylko wystawiłam nos poza cieplutki azyl poczułam chłodny wiatr . Słońce świeciło ,a mimo to było zimno. Uśmiechnęłam się. Teraz tego potrzebowałam najbardziej. Chłodnego spojrzenia na moje życie , na moją dusze.  Najpierw powoli ,a potem co raz szybciej puściłam się biegiem w nieznaną stronę. 
Muzyka -polecam czytać z tą piosenką w tle!
**
Patrzył przez okno stołówki. Dostrzegł ją natychmiast. Jej zielony  dres  i rozwiane na wszystkie strony ciemne włosy. Uśmiechała się do siebie.  Nagle poczuł potrzebę poznania jej myśli . Chciał znać każdą jej myśl , sens każdego gestu . Była zagadką. Ledwo pojawiła się w hotelu ,a już wszyscy mówili tylko o niej. No może czasami wiązali jej wątek z nim , ale to była już inna historia. Najwidoczniej na tych mistrzostwach nie miała odegrać pozytywnej roli.  Zresztą na własne życzenie robiła wszystko ,aby wystawić cierpliwość i zaufanie innych na ciężką próbę. Ba, była w tym mistrzynią! W pewnym sensie to właśnie czyniło ją niezwykłą. Nie poddającą się czyjejś opinii czy naciskowi outsiderką.
 I mógłby pozwolić sobie na ryzyko i stwierdzić ,że ją rozgryzł, gdyby nie wydarzenia z dzisiejszej nocy. Na twarzy tej małej buntowniczki i krzykaczki pojawiły się łzy. Cały ocean łez! Coś w nim pękło wtedy , chciał mieć ją wtedy bliżej siebie ,ale nawet przez myśl nie pomyślał ,że będzie ją mieć ,aż tak blisko! Jej ciało tuż przy moim dało jakąś nieznaną moc.
Musiałem ja dogonić . To była ta chwila! Albo pobiegnę za nią teraz albo już nigdy nie zdecyduję się na to! Jeśli życie było synonimem jednej szansy , musiałem wykorzystać ją teraz. Cokolwiek miałoby to znaczyć , jakiekolwiek konsekwencje miałoby to przynieść.
**
Kochałam ten wiatr rozdmuchujący moje włosy we wszystkie możliwe kierunki. Łatwiej byłoby biec gdybym je związała i nie wchodziły mi do oczu ,ale za bardzo uwielbiałam tą małą komplikacje. Taka właśnie byłam. Lubiłam kłody , sprawiały ,ze życie nie było banalne. Dlatego ciągle szukałam sposobu ,aby nie żyć według schematu . To było moje życie, a nie moich rodziców czy mojej siostry.
Postanowiłam wrócić . Zimno dawało się już za bardzo we znaki. Ścigając własne myśli pobiegłam na spotkanie z przeznaczeniem.
**
Biegłam ,co sił w nogach ,chciałam osiągnąć prędkość wiatru, chciałam być jego częścią. Nagle zauważyłam zbliżającą się w moją stronę postać. Dopiero po chwili zorientowałam się ,że to mężczyzna. Zatrzymałam się błyskawicznie. To był On. Byłam tego niemal pewna , zielona czapka w białe paski i czerwona kurtka. Nie mogłam się pomylić. Zauważyłam ,że też zaczął zwalniać. Teraz mogłam już zobaczyć wyraźnie go. Był podekscytowany.  Staliśmy tak oddaleni od siebie o 50 może 60 metrów i żadne z nas nie mogło się poruszyć. Bałam się, że nie będę potrafiła go tak po prostu ominąć ,a innej drogi nie był wiec wolałam stać. Razem z silnym podmuchem zimnego wiatru ruszył w moją stronę zdecydowanym krokiem. Zamiast chłodu poczułam obezwładniającą falę gorąca, jakbym nagle znalazła się na środku pustyni . Tak… zgubiłam się całkowicie w czasie i przestrzeni.
**
Byłem coraz bliżej już prawie dostrzegałem jej zagubione spojrzenie. Kiedy dzieliło nas tylko kilka metrów wyłączyłem myślenie. Chciałem działać instynktownie. I pierwszy raz w życiu mi się to udało.  Zamiast się zatrzymać  zrobiłem jeszcze dwa kroki i bez jakiekolwiek zastanowienia, uprzedzania jej czy pytania o zgodę … pocałowałem ją.  To nie był zwykły pocałunek. Zanurzyłem się w jej ustach może trochę zbyt gwałtownie niż by wypadało. I dopiero gdy zacząłem tracić nadzieje ,odwzajemniła go.  Moja pewność siebie osiągnęła chyba maksimum.  Mój świat stał się nagle bardzo mały. Wszędzie widziałem tylko ją mimo ,że miałem zamknięte oczy. Jej dłonie na moich policzkach , jej bliskość i usta w których zaczynałem coraz bardziej tonąć.
**
Oddałam się  temu. Tej niewidzialnej sile ,która kazała mi być coraz bliżej i bliżej.  Bariery znikały z każdą chwilą.  Były tylko jego usta i  jego dłonie , które zaciskał  na mojej tali, jakby bał się ,że zaraz ucieknę.  Nawet nie zdawałam sobie sprawy ,jak bardzo pragnęłam tego zbliżenia. Jego usta uzależniały mnie z każdą sekundą co raz bardziej. Traciłam całkowicie kontakt z rzeczywistością. Teraz już byłam pewna. Nie był mi obojętny . Od pierwszej chwili ,kiedy go ujrzałam ,coś się zmieniło.   I dokładnie w chwili , kiedy to zrozumiałam, wróciła mi świadomość.
Otworzyłam oczy. Przerwałam pocałunek. Poczułam ból.  Próbowałam złapać oddech. Chwyciłam jego ręce i bezskutecznie próbowałam zabrać je ze swojej talii. 
-Puść mnie! – krzyknęłam słabym  z emocji głosem. Odsunął się.
Widziałam szok na jego twarzy, na pewno miał mnie w tym momencie za kompletną wariatkę ,a przynajmniej to wyrażała jego twarz. Mój wzrok pędził z zawrotną prędkością. Jakby chciał zrozumieć ,co przed chwilą się stało. Za nic w świecie nie mogłam uspokoić oddechu, zamiast uspokoić się był jeszcze szybszy, tak samo było z sercem.
I wtedy zrobiłam jedyną rzecz na jaką było mnie stać w tej chwili. Uciekłam. Nie odwracałam się. Bałam się, że jak to zrobię to minie chwila ,a ja znów zanurzę się w jego miękkich ustach.
Mimo trzęsących się nóg  ,braku powietrza i  walącym z zawrotną prędkością sercu biegłam dalej.  Nie zależnie j ile metrów przebiegłam nadal czułam ,że on jest zbyt blisko. Pozostał na moich ustach , na moim ciele, w moich myślach i .. w moim sercu.
**
Znikła. Nie wiedział ,jak długo stał tak i próbowałem posklejać myśli.  Czas nie pierwszy raz płatał mu dzisiaj figla. Próbował uwierzyć ,że to nie był sen. Za bardzo zabolało ,żeby to mogła być fikcja. Powolnym krokiem ruszył w stronę hotelu .
**
Kiedy wbiegłam na teren  hotelu  zobaczyłam ,że wszyscy wychodzą  na zewnątrz. Ewa i Kamil,  chłopaki z kadry,  trener Kruczek, nawet cała rodzina Maćka. Było za późno ,żeby zawrócić i niezauważenie zniknąć gdzieś na parę lat. Zresztą nie odważyłabym się tego zrobić wiedząc ,że mogę natknąć się na Maćka.  Widziałam ich spojrzenia, musiałam wyglądać naprawdę strasznie bo w momencie kiedy dotarłam do nich ucichli i spojrzeli się na mnie. Co wcale nie pomagało. 
Stanęłam przed nimi i wtedy zabrakło mi siły.  Wpadłam wprost w  ramiona mojej siostry  ,nie powstrzymywałam już łez. Miałam ,gdzieś ,że  ci wszyscy ludzie to widzą, że będą snuć domysły i szeptać za moimi plecami. Wszystko było nie ważne.
-Oluś ,co ci się stało ? – spytała miękkim głosem Ewa  przytulając mnie do siebie.
- Chce.. chce wracać. – powiedziałam dławiąc się łzami. – Mam .. mam już dość .
Wyłam jak małe dziecko ,ale nie potrafiła tego powstrzymać.
-Gdzie jest Maciek ? –usłyszałam ,jak Kuba  dopytuje się kogoś kto stał koło niego. Na sam dźwięk tego imienia przeszedł mnie dreszcz.
-Nie ma go w hotelu. – powiedział dosadnie jeden z kadrowiczów.  I znów zaległa cisza. Łączyli puzzle. Wiedziałam, że za chwile zaczną zadawać pytania , więc nie mogłam do tego dopuścić.
Odsunęłam się od  Ewa i gotowa błagać spytałam.
- Posiedzisz ze mną w pokoju?
Spojrzała na mnie troskliwym ,ale też zaniepokojonym wzrokiem i kiwnęła  głową. Chwyciła mnie  za rękę i niczym dziecko zaprowadziła przez tłum ludzi do hotelu.
**
Kiedy zobaczyłem ich wszystkich miałem ochotę głośno przekląć.  Powstrzymałem się w ostatniej chwili. Zapewne chcieli jechać na trening. Rzuciłem im tylko ciche : Zaraz będę gotowy  , ominąłem  ich i wszedłem do hotelu trzaskając głośno drzwiami.
**
Kolejny! xD Minimum dialogu i maksimum opisu emocji . To ,co lubię ;D Oprócz jeszcze jednej sceny ,której nie opublikowałam jeszcze tą pisało mi się najlepiej. Polecam z muzyką bo daje większy efekt , gdyby moja wyobraźnia nie oddała wszystkiego w słowach ;p 
Naprawdę dziękuje za komentarze! To właśnie one zmotywowały mnie do dodania kolejnego rozdziału tak szybko .Pozdrawiam!     
PS. Jeszcze 4 godzinki do MP ;D